
Patrząc na ligową tabelę, sympatycy Lublinianki mogli liczyć, że ich ulubieńcy w sobotnie popołudnie urządzą sobie niezłe strzelanie. Nic takiego się jednak nie stało. Zielono-biało-czerwoni wprawdzie pokonali Huragan Międzyrzec Podlaski, ale w najmniejszym możliwym wymiarze. Na dodatek jedyna bramka padła po rzucie karnym.
Ligowa tabela nie przekłamywała możliwości obu zespołów i od początku faktycznie zarysowała się bardzo wyraźna przewaga drużyny Daniela Koczona, ale przez ponad pół godziny nie została ona przekuta w konkrety. Najbliżej szczęścia w 8. minucie był Bartłomiej Koneczny, który wyszedł sam na sam z bramkarzem, ale ten dobrym wyjściem skrócił kąt „Konemu”, zmuszając go do błędu. Najlepszy snajper Lublinianki nie zdołał swoim strzałem ominąć Patryka Ostapiuka.
Groźnie było również po strzałach Amada Dii i Piotra Packa kolejno w 15. i 21. minucie, jednak obaj panowie chybili celu. Jeszcze bliżej szczęścia był Mateusz Misztal, ale jego uderzenie z woleja Ostapiuk odbił na poprzeczkę.
Zanim Ostapiuk z jednego z bohaterów meczu, przerodził się w antybohatera, swoje „pięć minut” miał również Michał Furman, który znakomitą interwencją uratował Lubliniankę przed utratą gola w 32. minucie. Dośrodkowanie Bartłomieja Tymoszuka trafiło do Mateusza Panasiuka, a ten uderzył z pierwszej piłki. Wydawało się, że zrobił wszystko dobrze, ale uderzył zbyt blisko środka bramki i Furman jakimś cudem zdążył z paradą.
Gdy gra znów przeniosła się pod bramkę miejscowych, „bigosu narobił” rzeczony już Ostapiuk, który pod pressingiem Packa źle przyjął piłkę, a potem sfaulował popularnego „Paciego”. W efekcie sędzia Damian Jaremek musiał wskazać na punkt karny. Okazji nie zmarnował Bartłomiej Koneczny.
Można żałować, że Lublinianka nie potrafiła pójść za ciosem i podwyższyć prowadzenia, dzięki czemu na pewno w drugiej połowie grałoby się lepiej. Dobrą okazję miał Pacek, jednak uderzył głową w kozioł na tyle słabo, że Ostapiuk wyszedł z opresji obronną ręką.
Druga połowa była znacznie mniej obfita w bramowe spięcia. Z boiska wiało nudą. Gospodarze starali się przenieść grę pod bramkę Furmana, ale z rzadka wychodziło z tego cokolwiek ciekawego. Nieporadność Lublinianki również mogła irytować. Kilka celnych, ale bardzo łatwych dla bramkarza strzałów, parę niecelnych prób – tak wyglądało to do 89. minuty, gdy szczęścia lewą nogą spróbował Patryk Malec. Jego uderzenie było naprawdę soczyste i groźne, ale Ostapiuk spisał się bez zarzutu.
I to by było na tyle. Huragan nie zwojował już niczego, a na wiele minut naszej gry należałoby spuścić zasłonę milczenia. Pewnego rodzaju usprawiedliwieniem są absencje spowodowane kartkami i kontuzjami, ale mimo wszystko na terenie „czerwonej latarni” można liczyć na spacerek i choćby efektowniejszą wiktorię. Koniec końców liczą się jednak przede wszystkim punkty, a w tym względzie nasza drużyna wywiązała się z zadania. Kolejnym rywalem „Dumy Lublina” już w najbliższą środę będzie Bug Hanna. Początek meczu o 17:00. Zapraszamy na Wieniawę!
Huragan Międzyrzec Podlaski – Lublinianka 0:1 (0:1)
Koneczny 35 (k.)
Huragan: Ostapiuk – Tymoszuk, Zduńczyk, Sierociuk, H. Łukanowski, Panasiuk – Mielnik, Kasjaniuk (69 Grzejszczak), De Souza Dorneles, Kiryluk (86 Ksenchyn) – Bartnikowski (63 Da Silva Torette).
Pozostały rezerwowy: Łęczycki.
Trener: Adrian Świderski.
Lublinianka: Furman – Misiurek, Drozd, Kołacz, Misztal – Wadowski, Pacek (65 Malec), Ziętek – Dia (84 Wojtowicz), Podlipny (61 Kherouf), Koneczny (65 Świeboda).
Pozostały rezerwowy: Szymaniak.
Trener: Daniel Koczon.
Żółte kartki: Kasjaniuk, Mielnik (H)
Sędziował: Damian Jaremek (Chełm).