poniedziałek, 14 września 2026, 07:14

Grali jak nigdy, przegrali jak zawsze

Kamil Kozielewicz – zdjeciaeventowe.pl

Biłgoraj jest jak zaklęty, a może nawet przeklęty z perspektywy kibica Lublinianki. Drużyna Daniela Koczona uległa miejscowej Ładzie 0:2, choć przez lwią część meczu zdecydowanie przeważała, bezskutecznie szturmując pole karne. Z perspektywy historycznej porażka w Biłgoraju to żadna niespodzianka. Z perspektywy przebiegu dzisiejszego spotkania, to raczej materiał dla „Strefy 11”.

Ciężko zliczyć wszystkie sytuacje bramkowe – te lepsze i te gorsze – naszej drużyny. Gdyby jakiś algorytm wyliczał współczynnik xG na meczach IV ligi, to pewnie nasze w tym spotkaniu wynosiłoby około 5.00. Zaczęło się od akcji Piotra Packa, który padł w polu karnym. Podstaw do gwizdania jedenastki raczej nie było, ale podstawa do pierwszego łapania się za głowę i owszem – okazję miał jeszcze Ezana Kahsay, ale rozpoczął się właśnie festiwal nieskuteczności „Dumy Lublina”. Po chwili Kahsay znów miał okazję, ale jego strzał obronił Anton Alfimov. Obleżęnie trwało – kolejny strzał Packa, kolejna interwencja bramkarza, dobijający Kahsay był na spalonym.

Nie minęło 10 minut, a mieliśmy kolejną szansę – tym razem z bliskiej odległość Adam Nowak trafił w słupek – sytuacja nie była jednak prosta, ostry kąt utrudniał zmieszczenie piłki w bramce. Przed otwarciem wyniku mieliśmy godne odnotowania celne strzały – Bartłomieja Poleszaka po stronie naszych rywali i Rafała Króla z rzutu wolnego. W obu przypadkach bramkarze nie mieli problemów z interwencją.

W 22. minucie zaczęły się prawdziwe tarapaty Lublinianki. Złe podanie Jakuba Bednary napędziło kontrę Łady. Bednara chciał błyskawicznie zażegnać niebezpieczeństwo, wyskoczył do pressingu, ale został rozklepany. Po chwili Michał Wachowicz dograł do Poleszaka, a nasz były zawodnik trafił do siatki obok Macieja Śliwki.

Po golu na 1:0 dla gospodarzy wróciliśmy do obrazu gry, który oglądaliśmy od początku. Kahsay spudłował głową po dośrodkowaniu Packa. Głową szczęścia po wrzutkach Jakuba Sobstyla szukali też Król oraz Adrian Leszczyński, ale obaj nie zdołali trafić w światło bramki. W tym okresie Łada ograniczała się jedynie do wybijania piłki na oślep i „parkowała” niemal całym zespołem we własnej szesnastce.

W 40. minucie znów uderzał Król, ale znów pewnie interweniował Alfimov. Kilka minut później znów Sobstyl znalazł swoim dośrodkowaniem głowę kolegi, ale Kahsay wyraźnie nie miał swojego dnia i znów nie trafił. Tuż przed przerwą świetną sytuację – być może najlepszą ze wszystkich w tej połowie – zmarnował jeszcze Sobstyl, który z pola karnego strzelił obok słupka.

Wydawało się, że wszystkie logiczne znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że w końcu nastąpi przełamanie indolencji strzeleckiej, a następnie pójście za ciosem. Początek drugiej połowy dawał nadzieję na taki scenariusz. W 50. minucie Leszczyński dośrodkował z narożnika boiska na głowę Bartosza Janiszka, ale ten nie znalazł drogi do bramki Alfimova. Kilka minut później soczyście zza pola karnego uderzył Adrian Popiołek. Płaski strzał naszego pomocnika dobrze obronił jednak golkiper Łady.

Niestety, zielono-biało-czerwoni słabli z minuty na minutę. Nie było już entuzjazmu, wiary i siły. Coraz rzadziej udawało się zamykać Ładę w jej polu karnym, a mnożyć zaczęły się błędy. Po jednym z wypadów gospodarzy Śliwka szczęśliwie zażegnał niebezpieczeństwo po strzale Cezarego Pęcaka. Wciąż tliła się nadzieja, a rozniecały ją takie strzały jak ten Leszczyńskiego z 73. minuty. Alfimov obronił z trudem.

Niedługo potem doszło do absurdalnej sytuacji. Po fatalnym wybiciu Damiana Pachuty piłka trafiła w Alana Dumę, a następnie niechybnie zmierzała do siatki. Na drodze stanął jej jednak słupek.

W końcówce niemających już koncepcji graczy Lublinianki dobił Kacper Zarczuk, który wykorzystał przytomne podanie wprowadzonego z ławki rezerwowych Patryka Czułowskiego. Od wyższej porażki w Biłgoraju uchroniły nas jeszcze interwencji Śliwki oraz Pachuty. Łada łatwo kontrowała rozbitych graczy trenera Koczona, co przypominało nieco scenariusz naszego poprzedniego meczu w Biłgoraju.

Jeśli ktoś myślał, że w meczu z Avią II Świdnik Lublinianka zaprezentowała wysoki poziom nieskuteczności, to chyba nie przypuszczał, że to dopiero przygrywka do prawdziwego koncertu zmarnowanych szans. O ile w pierwszych meczach sezonu prezentowaliśmy strzeleckie wyniki ponad stan, o tyle ostatnie tygodnie to w tym tygodniu prawdziwa zapaść. Albo grubo, albo wcale…

Za tydzień wyjazd na trudny teren do Janowa Lubelskiego. Mamy nadzieję, że celowniki naszych piłkarzy zostaną wyregulowane, a pod bramką przeciwnika będzie więcej chłodnej głowy.

Łada Biłgoraj – Lublinianka 2:0 (1:0)
Poleszak 22, Zarczuk 85.

Łada: Alfimov – Futa, Figiel, Goncharevich, Pytka – Yanchuk (63 Kutyła), Kryvolapov, Poleszak (56 Pęcak) – Wachowicz (56 Duma), Dorosz (77 Zarczuk), Ziętek (84 Czułowski).
Pozostali rezerwowi: Sobczuk, Kaczor, Kościelski.
Trener: Marcin Zając.

Lublinianka: Śliwka – Drozd, Janiszek, Bednara, Nowak (78 Misiurek) – Sobstyl (66 Pachuta), Popiołek, Król – Leszczyński (78 Delmanowicz), Kahsay (73 Stefańczyk), Pacek (66 Kovalskyi).
Pozostali rezerwowi: Kloczkowski, Kołacz, Wadowski.
Trener: Daniel Koczon.

Żółte kartki:
Kryvolapov, Zając (trener) (Ł) – Drozd (L).
Czerwona kartka: Zając (trener) (Ł) – 78 min (za dwie żółte kartki).
Sędziował: Dariusz Harko (Chełm).