piątek, 25 września 2026, 20:44

Gambit Koczona

Wyjściowy skład Lublinianki na piątkowy mecz ze Świdniczanką mógł nieco zaskoczyć kibiców „Dumy Lublina”. Na ławkę trafił bowiem Ezana Kahsay, najlepszy strzelec drużyny, a jego miejsce w pierwszej linii zajął… Rafał Król, kojarzony głównie z gry w środku pola. Ta roszada trenera Daniela Koczona okazała się strzałem w dziesiątkę. Król zdobył cztery gole, walnie przyczyniając się do efektownej wygranej „Wojskowych” 7:0.

Zielono-biało-czerwoni byli murowanym faworytem meczu otwierającego 8. serię gier. Meczu, w którym po obu stronach barykady obejrzeliśmy sporą gromadkę zawodników, którzy występowali wcześniej w drużynie przeciwnej. Jednym z nich jest Maciej Śliwka, cichy bohater tego meczu. Nasz bramkarz już w 1. minucie mógł mieć ręce pełne roboty, gdyby sędzia Bartosz Pyda zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego dla gości. Gwizdek arbitra milczał, a z perspektywy trybun wydawało się, że Dominik Kołacz przewinił.

Lublinianka szybko się obudziła i ruszyła do przodu. Strzał Jakuba Sobstyla został wyblokowany i odbity na rzut rożny przez Kacpra Murata, ale niewiele to pomogło drużynie trenera Piotra Ciołkowskiego, bowiem po dośrodkowaniu z rzutu rożnego gol i tak padł. Król doszedł do strzału głową, a Murat w dość łatwy sposób przepuścił piłkę do bramki, tak jakby liczył, że wybije ją jeden z obrońców.

Świdniczanka mogła odpowiedzieć, gdy w środku pola karnego piłkę otrzymał Jakub Badzian. Piłkarz gości zbyt długo zwlekał z decyzją i ostatecznie jego strzał został zablokowany. Jeszcze lepszą sytuację miał były gracz „Dumy Lublina”, Anes Kherouf. Algierczyk otrzymał świetne podanie od innego zawodnika, który bronił barw KSL, Tomasza Tymosiaka. Na drodze piłki do siatki stanął jednak Śliwka, który popisał się wybornym refleksem.

Tak to jakoś się układało w tym meczu, że często po niewykorzystanej szansie Świdniczanki, z gola mogła cieszyć się ekipa Koczona. W 23. minucie nasza drużyna rozklepała defensywę rywali, a po sprytnej wrzutce zewnętrzną częścią stopy w wykonaniu Jakuba Bednary, piłka trafiła znów na głowę Króla, który wiedział już, jaki zrobić z niej pożytek.

W 34. minucie kolejna koronkowa akcja naszej drużyny mogła zakończyć się w łudząco podobny sposób. Tym razem Król zamienił się w asystującego, a strzelającym był Patryk Drozd. Niestety, główka naszego obrońcy powędrowała minimalnie nad poprzeczką. Był to jednak sygnał, że nasz zespół nie zamierza poprzestawać na dwubramkowym prowadzeniu. Chwilę później Król znów uderzał głową po kornerze – piłka nieoczekiwanie trafiła do Drozda, ale jego próba była zbyt anemiczna i na linii bramkowej zdążył ją zatrzymać Murat. Szturm na bramkę przyjezdnych przyniósł efekt dopiero w 44. minucie, gdy Piotr Pacek wykorzystał prostopadłe podanie i w swoim stylu umieścił piłkę w bramce, przy okazji ustalając wynik pierwszej połowy.

Pierwsza połowa mogła się rozpocząć od rzutu karnego dla „Świdni”, a druga w ten sposób się rozpoczęła. Walczący o piłkę przy stałym fragmencie Król powalił Juliena Tadrowskiego – notabene kolejnego z naszych byłych piłkarzy. Piłkę na 11. metrze ustawił Badzian, ale Śliwka tego dnia nie miał zamiaru wpuszczać bramek. Nasz bramkarz wyczuł intencję strzelającego i wciąż było 3:0.

Nie na długo, bo znów powtórzył się scenariusz – zmarnowana okazja Świdniczanki, trafienie dla Lublinianki. W pole karne jak nóż w rozgrzane masło wszedł Heorhii Kovalskyi. Jego strzał został wyblokowany przez jednego z rywali, ale piłka spadła na głowę czyhającego już przed bramką „Królika”. Hat-trick stał się faktem. W dodatku hat-trick bardzo nietypowy – trzecie trafienie głową!

Lublinianka nie zamierzała zdejmować nogi z gazu. Niecały kwadrans po przerwie z ostrego kąta uderzył Pacek. Murat odbił strzał, ale piłka trafiła do Króla, który ze środka pola karnego płaskim strzałem podwyższył na 5:0, samemu kompletując „karetę”. To nie był jednak koniec.

Rozpędzona „Duma Lublina” podwyższyła prowadzenie za sprawą Sobstyla. „Sopel” przytomnie ruszył do przodu, a wprowadzony z ławki Kahsay uruchomił go wrzutem z autu. Wprawdzie nasz blondwłosy pomocnik za pierwszym razem trafił wprost w bramkarza, ale dobitka szczęśliwie zatrzepotała w bramce.

W 66. minucie mogło być już 7:0, ale po ładnej akcji Drozda i strzale Kovalskyiego, zmierzającą do siatki piłkę wybił jeden z obrońców Świdniczanki. Co się odwlecze, to nie uciecze. Kilka chwil później Drozd na raty dostarczył piłkę Kahsayowi, a Erytrejczyk zapakował ją z woleja do siatki, przełamując swoją strzelecką niemoc, trwającą od czterech kolejek.

Niedługo potem szanse na podwyższenie i tak okazałem prowadzenia zmarnował Bartosz Janiszek. Nasz stoper w dogodnej sytuacji fatalnie przestrzelił. Na dobry kwadrans nasza drużyna wyraźnie spuściła z tonu, dopuszczając do kilku szans pod bramką Śliwki. Najpierw uratował nas sędzia asystent, sygnalizując ofsajd Tadrowskiego, który w końcówce meczu grał jako napastnik. Potem Śliwkę wyręczył Janiszek, gdy do bramki strzelał Maksymilian Frączek – tu również należy nadmienić, że Frączek to wychowanek Lublinianki, w poprzednim sezonie grający w drużynie juniorów, prowadzonej przez Jarosława Milcza. Kilka minut po tej sytuacji już sam Śliwka spisał się na medal, broniąc płaski strzał Tadrowskiego z pola karnego. Nasza defensywa w tym okresie udała się na drzemkę.

W końcówce wrócił obraz gry z większości meczu, czyli wyraźna przewaga gospodarzy. Doskonałych szans nie wykorzystali Kahsay i Maciej Misiurek. Pierwszy przestrzelił po imponującej akcji Adriana Leszczyńskiego, drugi w sytuacji sam na sam strzelił wprost w bramkarza.

Po upływie regulaminowego czasu drugiej połowy usłyszeliśmy ostatni gwizdek sędziego. I choć znaleźlibyśmy trochę na siłę parę mankamentów w naszej grze, to przede wszystkim całej drużynie i sztabowi trenerskiemu trzeba pogratulować efektownej wygranej, a osobne gratulacje złożyć skutecznemu pod bramką rywali Królowi i efektywnego między własnymi słupkami Śliwce.

Dobra robota, panowie! Oby tak za tydzień w Milejowie! Ten mecz w sobotę 3 października o 18:00.

Lublinianka – Świdniczanka 7:0 (3:0)
Król 5, 23, 49, 57, Pacek 44, Sobstyl 64, Kahsay 68.
W 48 minucie meczu Jakub Badzian nie wykorzystał rzutu karnego (Maciej Śliwka obronił).

Lublinianka: Śliwka – Drozd (72 Delmanowicz), Janiszek, Kołacz (59 Leszczyński), A. Nowak (65 Pachuta) – Bednara, Popiołek, Sobstyl – Kovalskyi (72 Misiurek), Król (72 Stefańczyk), Pacek (59 Kahsay).
Pozostały rezerwowy: Kloczkowski.
Trener: Daniel Koczon.

Świdniczanka: Murat – Kornacki, Tadrowski, Kędra, J. Nowak I – Tymosiak, Guzewicz (62 Groszek), Badzian (65 Frączek) – Tama (80 Woźniak), Kherouf (57 Goral), Wąsowicz (53 Świeboda).
Pozostali rezerwowi: Trybulski, Mikołajka.
Trener: Piotr Ciołkowski.

Żółte kartki: Król (L) – Ciołkowski (trener), J. Nowak I (Ś).
Sędziował: Bartosz Pyda (Zamość).