sobota, 7 listopada 2026, 21:01

Victoria okupiona kłopotami

Lublinianka nie zboczyła ze zwycięskiego szlaku i w sobotnie południe odprawiła z kwitkiem beniaminka IV ligi, Victorię Łukowa. Wygrana 2:0 oczywiście cieszy, ale tym razem radość jest niestety przytłumiona przez kartkowe pauzy, które komplikują sytuację zielono-biało-czerwonych w kontekście ostatniego meczu jesieni.

Lublinianka daje ostatnio swoim kibicom lekcję życia. Nie warto się spóźniać. Tak w ogóle, ale przede wszystkim na mecze przy Leszczyńskiego 19. Dwa tygodnie temu w meczu z Orlętami Łuków strzelanie rozpoczęło się w 2. minucie. Tym razem otwarcie wyniku przyszło przed upływem 60 sekundy. Pierwsza akcja przyniosła rzut rożny, a ten gola. Dośrodkował Jakub Sobstyl, a jego imiennik, Bednara, trafił do siatki po uderzeniu głową.

Nie minął kwadrans meczu, a Maciej Misiurek podwyższył na 2:0. Szybki atak przytomnym podaniem do „Misiura” napędził Ezana Kahsay. Wydawało się, że przed kibicami na Wieniawie urocze zwieńczenie rundy, okraszone dużą liczbą trafień.

I tu niestety psikus, choć to nie Halloween. Na tym strzelanie się skończyło. Można by nawet rzec, że jakiekolwiek emocje też. Wprawdzie było jeszcze kilka sytuacji, ale głównie w końcówce spotkania, a rozmiary zwycięstwa to jednak trochę drugorzędna kwestia. Victoria walczyła dzielnie, była nieźle zorganizowana, doszła do kilku strzałów, ale na poważnie bramce Macieja Śliwki nie zagroziła ani razu.

Niemal kserokopię bramkowej akcji na 2:0 obejrzeliśmy kilka minut później. Genialnie dogrywał Kahsay, sam na sam z Krzysztofem Żukowskim znalazł się Misiurek, ale nasz skrzydłowy zbyt długo zwlekał ze strzałem i w ostatniej chwili został uprzedzony przez Huberta Giletycza.

Kahsay mógł w pierwszej połowie sam wpisać się na listę strzelców, ale po centrze Adriana Leszczyńskiego główkował w środek bramki i popularny „Żuko” bez problemu złapał piłkę.

Na długie minuty była to ostatnia godna odnotowania sytuacja. Na osiem minut przed końcem regulaminowego czasu drugiej połowy mocnym strzałem lewą nogą Żukowskiego sprawdził wprowadzony z ławki Cristian, ale nasz hiszpański stranieri nie otworzył swojego bramkowego dorobku w „Dumie Lublina”. Kilka minut później okazji na podwyższenie wyniku nie wykorzystał też inny zmiennik, Piotr Pacek. „Paci” lobował Żukowskiego, ale przelobował też bramkę. Jednak najlepszą okazję na zdobycie bramki na 3:0 miał w doliczonym czasie gry jeszcze jeden z „finisherów”, stosując terminologię Mikela Artety, Kacper Wadowski. Młodszy z braci, którzy zagrali w tym meczu przeciwko sobie, w dogodnej sytuacji szukał dalszego słupka, ale uderzył nieprecyzyjnie.

I to by było na tyle – Victoria zasłużenie przegrała, ale również zasłużenie nie była to porażka wysoka. Z kolei „Wojskowi” inkasują kolejne 3 oczka, ale w Radzyniu Podlaskim będą musieli radzić sobie bez najlepszego strzelca, najlepszego asystenta oraz dwójki trenerów. Wszyscy udają się na kartkowy urlop. Jeśli zielono-biało-czerwoni przetrwają tę piłkarską hekatombę i wygrają z Orlętami, będzie to bardzo dobry prognostyk na dalszą, wiosenną część walki o III ligę.

Lublinianka – Victoria Łukowa 2:0 (2:0)
Bednara 1, Misiurek 13

Lublinianka: Śliwka – Pachuta (89 K. Wadowski), Janiszek, Kołacz, Nowak – Sobstyl, Bednara, Kovalskyi (75 Cristian) – Misiurek, Kahsay, Leszczyński (75 Pacek).
Pozostali rezerwowi: Szymaniak, Delmanowicz, Lenart, Drabik, Stefańczyk.
Trener: Daniel Koczon.

Victoria: Żukowski – Marcin Ostrowski, Maciej Ostrowski, Giletycz – G. Nasalski (72 Pędlowski), Buczek (75 Malec), M. Nasalski, Kutrzepa (81 Leżański) – Marzęda (46 Tracz), Balicki (81 J. Wadowski), Welman (46 Ivanenko).
Pozostali rezerwowi: Kowalczyk, Stępak, Gawroński.
Trener: Jarosław Stępień.

Żółte kartki: Kahsay, Milcz (asystent trenera), Sobstyl, Koczon (trener), Bednara, Misiurek (L) – Marcin Ostrowski (V).
Sędziował: Jakub Prończuk (Chełm).