
Wyjazdy do Lubartowa były dla piłkarzy Lublinianki w ostatnich latach swoistą nemezis. Zielono-biało-czerwoni po raz ostatni wygrali ligowy mecz z Lewartem na boisku rywala 9 września 2018 roku. Blisko 8 lat później czarna seria została przerwana w sposób spektakularny. Podopieczni Daniela Koczona rozgromili ekipę Grzegorza Bonina 4:0. Kolejnego hat-tricka ustrzelił Ezana Kahsay.
Przed spotkaniem – między innymi ze względu na wspomnianą niemoc „Dumy Lublina” przy Parkowej – za faworyta uchodzili gospodarze, którzy są również wymieniani w gronie głównych kandydatów do awansu. Nic w tym dziwnego, skoro mówimy o wicemistrzu poprzedniego sezonu, który na finiszu ustąpił tylko Hetmanowi Zamość.
Nie minął kwadrans gry w piątkowy wieczór, a Lublinianka wyszła na prowadzenie. Wspaniałe prostopadłe podanie Jakuba Sobstyla trafiło do Kahsaya, a ten nie stracił głowy w pojedynku z Damianem Podleśnym. Otwarcie wyniku stało się faktem.
W 21. minucie piłka ponownie zatrzepotała w siatce bramki Lewartu, ale tym razem sędzia dopatrzył się faulu Bartosza Janiszka na Podleśnym. Chwilę później to miejscowi mogli zdobyć bramkę, jednak strzał głową Krystiana Żeliski po centrze Mateusza Kompanickiego minął bramkę strzeżoną przez Mikołaja Kloczkowskiego. Skończyło się na strachu.
W strachy na lachy nie bawił się za to Rafał Król. Kapitan „Wojskowych” huknął z woleja, a piłka rykoszetująca o Kamila Marciniaka całkowicie zaskoczyła golkipera lubartowskiej drużyny. Zrobiło się 2:0 dla Lublinianki!
Na tym strzelanie w pierwszej połowie mogło się nie skończyć, bowiem w 31. minucie gry Sobstyl niesygnalizowanym uderzeniem zza pola karnego ostemplował poprzeczkę. Gospodarze odpowiedzieli groźnym strzałem Miłosza Packa, który na szczęście wyblokował Jakub Bednara. Skończyło się tylko na rzucie rożnym. W końcówce tej części gry blisko celu był Piotr Pacek, który w swoim stylu zszedł do lewej nogi i poszukał dalszego słupka. Nieznacznie się jednak pomylił.
Na początku drugiej połowy pod bramką Podleśnego znów zrobiło się gorąco. Z lewej strony dośrodkował Król, a całość finalizował Kahsay. Niestety spudłował. W światło bramki nie trafił również sam Król, uderzając z rzutu wolnego. Chwilę później szczęścia próbował Bednarczyk, ale jego bomba zza pola karnego w bezpiecznej odległości minęła bramkę Kloczkowskiego. W tym okresie to Lewart dłużej utrzymywał się przy piłce, próbując narzucić swoje warunki gry, ale niewiele z tego wynikało, a bramkarz „Dumy Lublina” ani razu nie został zmuszony do poważnego wysiłku, co jest również swoistą laurką dla defensywy, a szczególnie jej środka. Duet Bednara – Janiszek spisywał się praktycznie bez zarzutu.
2:0 bywa jednak niebezpiecznym wynikiem, więc ciągle ciężko było o stuprocentową pewność, że trzy punkty pojadą na Wieniawę. Nie przybliżyliśmy się do tego również po strzałach Packa (obroniony) czy Adriana Popiołka (zablokowany). Wielki jęk zawodu kibiców Lublinianki słychać było też w 67. minucie, gdy Podleśny najpierw odbił soczyste uderzenie Packa pod poprzeczkę, a następnie fenomenalną robinsonadą powstrzymał dobijającego głową Kryspina Florka.
W 77. minucie po niefrasobliwości defensywy Lewartu przed szansą na strzał do opuszczonej bramki stanął Kahsay. Erytrejczyk nie zdecydował się na takie rozwiązanie i ostatecznie zaprzepaścił akcję kiepskim podaniem z bocznej strefy pola karnego.
„Izi” odkuł się niedługo potem. Piłkę z rzutu wolnego dośrodkował Sobstyl, a ta minęła niemal wszystkich piłkarzy obu ekip. Niemal, bo na dalszym słupku czyhał już na nią Kahsay, który z bliska wbił ją do siatki! Zrobiło się już 3:0 dla zespołu Koczona.
Ale to nie był jeszcze koniec fajerwerków w wykonaniu „kanonierów” z Wieniawy. W 90. minucie Król idealnym prostopadłym podaniem uruchomił Florka, a ten wyczekał obrońców Lewartu i w drugie tempo dograł do niepilnowanego Kahsaya, który ustalił wynik meczu. Florek po raz drugi wchodząc z ławki dał konkret – tydzień temu gola, tym razem asystę. Nie można jednak nie docenić kapitalnego podania Króla.
Trzecie trafienie „Iziego” było ostatnim akcentem tego meczu. Lublinianka nie tylko zdobyła dawno niezdobyty Lubartów, ale też zrobiła to w imponujący sposób. Po siedmiu bramkach na inaugurację z Powiślakiem, zespół z Wieniawy tym razem strzelił cztery sztuki, co najważniejsze nie tracąc ani jednego gola. Łatwo popaść w samozachwyt i zacząć ogłaszać światu mocarstwowe plany, więc zamiast tego po prostu gratulujemy całej drużynie świetnego wejścia w sezon. Za tydzień w sobotę przy Leszczyńskiego 19 mecz z Górnikiem II Łęczna, który będzie też początkiem czteroodcinkowego serialu spotkań domowych.
Lewart Lubartów – Lublinianka 0:4 (0:2)
Kahsay 11, 79, 90, Król 22.
Lewart: Podleśny – Marciniak (46 Paluch), Niewęgłowski, Piekarski – M. Pacek, Skrzyński (66 Szymona), Aftyka (71 Zieliński), Kompanicki – Bednarczyk, Żelisko, Najda (64 Denka).
Pozostali rezerwowi: Maziarz, Jabłoński, Czapski, Gajos, Kventsar.
Trener: Grzegorz Bonin.
Lublinianka: Kloczkowski – Drozd (90 Delmanowicz), Janiszek, Bednara, Stachaszewski (62 Misiurek) – Król, Popiołek, Sobstyl (82 Stefańczyk) – Pacek (73 Kołacz), Kahsay, Leszczyński (64 Florek).
Pozostali rezerwowi: Szymaniak, Nowak, Wadowski.
Trener: Daniel Koczon.
Żółte kartki: Zieliński, M. Pacek, Kompanicki (Lewart) – Popiołek, Kołacz (Lublinianka).
Sędziował: Piotr Jamrowski (Biała Podlaska).