niedziela, 22 marca 2026, 19:44

Janów zdobyty po 15 latach

Kibice Lublinianki mieli prawo odzwyczaić się od ligowych zwycięstw w Janowie Lubelskim. Dwie ostatnie delegacje kończyły się porażkami, a wcześniej drogi zielono-biało-czerwonych i Janowianki się rozchodziły. Ostatni triumf „Dumy Lublina” na stadionie przy ul. Sukienniczej miał miejsce w sezonie 2011/12, zakończonym awansem do III ligi. Wtedy team Marka Sadowskiego wygrał 3:0. W niedzielę udało się powtórzyć trzybramkową zdobycz, a gospodarze odpowiedzieli jednym trafieniem.

Gwoli ścisłości – w 2016 Lublinianka wygrała w Janowie Lubelskim 4:0, ale był to mecz okręgowego Pucharu Polski. Wróćmy jednak do teraźniejszości. Obie drużyny nie mogły być zadowolone z wiosennej inauguracji. Lublinianka przegrała u siebie z Tomasovią, a Janowianka tylko zremisowała w Hannie z tamtejszym Bugiem.

Pierwsi okazję do udanego rozpoczęcia meczu mieli miejscowi. Kacper Piechniak dobrze opanował zagraną z głębi pola piłkę, po czym uderzył na bramkę Michała Furmana. Ten był jednak czujny i nie dał się pokonać. Po tej akcji do głosu doszli podopieczni Daniela Koczona, którzy zdominowali środek pola i poczynali sobie bardzo śmiało. W 11. minucie najwyższej próby paradą popisał się Patryk Rojek, strącając na rzut rożny piłkę po zmierzającym w okienko strzale Jakuba Sobstyla.

W 16. minucie niezłą okazję miał Wiktor Bodziuch, ale uderzył niecelnie, a już minutę później Lublinianka wywalczyła rzut karny – ściślej mówiąc dokonał tego Krystian Ziętek, który został podcięty przez Filipa Małka. Bezbłędnym egzekutorem jedenastki był zaś Bartłomiej Koneczny.

Niemal do końca pierwszej połowy nie wydarzyło się nic spektakularnego. Odnotować można akcję, gdy Koneczny strzelał w boczną siatkę po podaniu Patryka Malca. Niestety, odpowiedź Janowianki okazała się zabójcza. Długą piłkę zgrał Piechniak, a kapitalny strzał Brillianta Monroe Etany wylądował w siatce całkowicie bezradnego Furmana. Ręce same składały się do oklasków – zarówno dla asystenta, jak i strzelca.

Na szczęście stracony gol do szatni nie załamał ekipy Koczona, która po przerwie zdołała odzyskać panowanie nad meczem. Pomogła w tym sytuacja z 59. minuty, gdy czerwoną kartkę obejrzał Piechniak. Było to efektem starcia z Mateuszem Misztalem. Arbitrzy po konsultacji uznali, że doszło do ataku na naszego piłkarza. Piechniak schodząc z boiska zafundował sędziom litanię obelg, a potem utrzymywał, że w tej sytuacji był poszkodowanym, a nie agresorem. Nie zmieniło to jednak faktu, że gospodarze grali w osłabieniu.

W 81. minucie otrzymaliśmy kolejny prezent. Piłkę zagrywał Patryk Drozd, a niepewnie interweniował Michał Koźlik, praktycznie wystawiając futbolówkę Konecznemu. Ten poprawił ją sobie i z ostrego kąta uderzył z całej siły. Rojek skapitulował i zrobiło się 1:2.

Nasza defensywa grała czujnie i nie dopuszczała podopiecznych Ireneusza Zarczuka do żadnych sytuacji, a w doliczonym czasie gry udało się wyprowadzić cios kończący. Tym razem w polu karnym Janowianki faulowany był Filip Świeboda, a sprawiedliwość wymierzył nie kto inny, jak kapitan drużyny. Identycznie było zresztą jesienią, gdy Bednara w samej końcówce meczu strzałem z „wapna” ustalił wynik na 3:1 dla „Dumy Lublina”. Historia powtórzyła się kilka miesięcy później, co niezmiernie nas cieszy.

Po meczu zrównujemy się punktami z naszym dzisiejszym rywalem, a już w najbliższą sobotę przy Leszczyńskiego 19 gościć będziemy Orlęta Radzyń Podlaski.

Janowianka – Lublinianka 1:3 (1:1)
Monroe 44 – Koneczny 18 (k.), 81, Bednara 90+3 (k.).

Janowianka: Rojek – Małek (66 Sypeń), Mazurek, Koźlik, Stępniowski (66 Marotto) – Bodziuch, Birut, Monroe (73 Perin), Philipe Carlos (83 Piskorski), Zięba (79 Dacko) – Piechniak.
Pozostali rezerwowi: Wojtasiak, Mistrzyk, Głaz, Kiszka.
Trener: Ireneusz Zarczuk.

Lublinianka: Furman – Misiurek, Drozd, Kołacz (85 Duda), Misztal – Malec (66 Wojtowicz), Bednara, Sobstyl (90 Wadowski) – Pacek (77 Świeboda), Koneczny (84 Podlipny), Ziętek.
Pozostały rezerwowy: Szymaniak.
Trener: Daniel Koczon.

Żółte kartki: Mazurek, Stępniowski, Rojek (J) – Bednara, Misiurek (L).
Czerwona kartka: Piechniak (J) – 59 min (wybitnie niesportowe zachowanie, uderzenie rywala).
Sędziował: Daniel Orłowski (Chełm).