niedziela, 15 marca 2026, 08:34

Komedia pomyłek

Nie najlepiej rundę wiosenną rozpoczęli zawodnicy Lublinianki. Podopieczni Daniela Koczona przegrali na Wieniawie z Tomasovią Tomaszów Lubelski 0:3. Co gorsze, zielono-biało-czerwoni polegli nie tyle z rywalem, co z własnymi słabościami.

Bohaterem przyjezdnych okazał się Damian Szuta, który ustrzelił na Wieniawie dublet. Kapitan Tomasovii w niedzielny poranek zapewne uda się jednak do kościoła i przekaże na tacę spory datek w ramach podziękowań dla sił wyższych. Wyjątkowo korzystne zrządzenie losu pozwoliło bowiem najstarszemu z braci Szutów zdobyć prawdopodobnie najłatwiejsze bramki w życiu.

Najpierw w 12 minucie spotkania odebrał on futbolówkę Michałowi Furmanowi, który próbował dryblować rywala po złym przyjęciu podaniu. Szuta musiał już tylko wykonać wyrok. Z kolei w drugiej części meczu skorzystał na braku komunikacji, a co za tym idzie zderzeniu Furmana z Patrykiem Drozdem. Osamotnionemu Szucie nie pozostało ostatecznie nic innego niż kopnąć piłkę do pustej bramki. Wynik w końcówce ustalił Igor Leszczyński, który w swoim pierwszym kontakcie z futbolówką uderzył w okienko po dłoni Furmana. Asystował zaś inny z młodych tomaszowskich zmienników, Szymon Dziura.

Czy „Wojskowi” zasłużyli, aby tak wysoko przegrać na start wiosny? Wydaję się, że nie. Lublinianka długimi fragmentami prowadziła grę, stwarzała sobie sytuacje, ale brakowało jakości przy finalizacji. Najlepszym przykładem może być okazja Bartłomieja Konecznego, który w 31 minucie stanął oko w oko z Amirem Ahalarovem. „Kony” mógł uderzać, podawać do nadbiegającego Filipa Świebody, a ostatecznie zdecydował się „kiwać” golkipera, lecz bezskutecznie.

Bramkarza Tomasovii należy uznać za jednego z filarów zwycięstwa gości. Ukrainiec bez większego problemu radził sobie ze strzałami z dystansu Lublinian. Na szczyty swoich umiejętności wspiął się, broniąc zmierzający w samo okienko strzał Jakuba Sobstyla. Ahalarov zaliczył tylko jedną wpadkę w tym spotkaniu, ale w sukurs przyszedł mu wówczas… sędzia Maciej Łasocha.

Bramkarz Tomasovii odważnie wyszedł do piłki zagranej z głębi pola i złapał ją na linii pola karnego. Problem polegał jednak na tym, iż wypadał on już poza obręb „szesnastki”, więc wypuścił futbolówkę z dłoni. Ahalarov od raz próbował wybijać piłkę, ale szybszy był Świeboda, a więc golkiper kopnął wprost w nogi „Fila”. Ku ogromnemu zdziwieniu obecnych na Wieniawie gwizdek sędziego milczał.

Nie była to jednak największa kontrowersja sobotniego starcia. Przy stanie 0:1 Mateusz Misztal główkował w Macieja Żeruchę, a sędzia wskazał na „wapno”, dopatrując się zagrania ręką. Piłkarze Tomasovii natychmiastowo rozpoczęli protesty w kierunku sędziego asystenta Karola Walczuka-Wałczuka, który był najbliżej rzeczonej sytuacji. Po konsultacji obu arbitrów decyzja o podyktowaniu „jedenastki” została odwołana. I słusznie, bowiem Żerucha odbił piłkę tułowiem w okolicy żeber.

Lekiem na kiepskie morale po wiosennym falstarcie będzie na pewno szybki powrót na zwycięski szlak. Sprzymierzeńcem zielono-biało-czerwonych nie jest jednak terminarz. „Wojskowych” czekają teraz dwa mecze z kolejnymi mocnymi rywalami. W niedzielę (22.03) udamy się na trudny teren do Janowa Lubelskiego, a w kolejny weekend będziemy gościć na własnym boisku Orlęta Radzyń Podlaski.

Lublinianka – Tomasovia 0:3 (0:1)
D. Szuta 12, 67, Leszczyński 87.

Lublinianka: Furman – Misztal (88 Wadowski), Drozd, Kołacz (79 Duda), Bara – Malec (58 Sobstyl), Bednara, Ziętek (79 Podlipny) – Koneczny, Świeboda (58 Misiurek), Wojtowicz (46 Pacek).
Pozostały rezerwowy: Szymaniak.
Trener: Daniel Koczon.

Tomasovia: Ahalarov – Pleskacz (90 Bobko), Łuczkowski, Skiba, Orzechowski – Cristyan (71 Koszel), Karasiuk (86 Czuryło), Mishchenko (71 Smoła) – Żerucha (66 Słotwiński), M. Szuta (71 Dziura), D. Szuta (84 Czuryło).
Pozostali rezerwowi: Kamiński, Piwko.
Trener: Paweł Babiarz.

Żółte kartki: Łuczkowski, Skiba, Dziura (T).

Sędziował: Maciej Łasocha (Biała Podlaska).