niedziela, 31 sierpnia 2025, 08:13

Robota wyKonana

Lublinianka wywiązała się z roli faworyta i pewnie pokonała Orlęta Łuków 5:0, a bezdyskusyjnym bohaterem meczu został Bartłomiej Koneczny, który pojawił się na placu gry w 56. minucie, a od 67. minuty rozpoczął swój festiwal strzelecki, zakończony „karetą”.

Po remisie w Radzyniu Podlaskim, podopieczni Daniela Koczona szybko chcieli wrócić na szlak zwycięstw. Mecz z beniaminkiem z Łukowa przed własną publicznością był do tego dobrą okazją. I faktycznie od pierwszych minut zarysowała się bardzo wyraźna przewaga „Dumy Lublina”, która owocowała sytuacjami pod bramką Aleksandra Żmudy. Golkiper Orląt spisywał się jednak świetnie, broniąc strzały Michała Wojtowicza czy Mateusza Misztala. Gospodarze szybko jednak dopięli swego – wybitą przez obrońców piłkę za polem karnym przejął Krystian Ziętek i efektownym strzałem z woleja trafił w poprzeczkę. Jęk zawodu? Niekoniecznie. Piłka bowiem odbiła się już za linią bramkową, co sędziemu głównego zasygnalizował jego asystent. Po chwili ręka Jakuba Jabłońskiego wskazała na środek boiska, a ręce zawodników Lublinianki powędrowały w górę – oczywiście w geście radości po golu.

Zapowiadało się na kolejne trafienia dla zielono-biało-czerwonych, którzy zepchnęli rywala do głębokiej defensywy. Już minutę po golu Ziętka doskonałą okazję miał Wojtowicz. Nie strzelał od razu, a próbował zwodem minąć Żmudę – z ostrego kąta trafił jedynie w boczną siatkę. Całą serię strzałów oddał również Hubert Giletycz, ale za każdym razem piłka trafiała na jego słabszą, prawą nogę. Bramkowego skutku nie było.

Lublinianka po bardzo mocnym otwarciu meczu, z czasem wytraciła impet. Wprawdzie wciąż mecz wydawał się być pod kontrolą podopiecznych trenera Koczona, ale Orlęta nie dopuszczały już do tak wielu sytuacji pod bramką Żmudy. Ba, przyjezdni sami pokusili się o kilka ostrzeżeń dla „Wojskowych”. Przed przerwą najgroźniejszy był strzał Kuby Prachnio, który główkował po rzucie rożnym. Z jego próbą poradził sobie jednak Sebastian Ciołek. Z kolei druga połowa zaczęła się od niecelnej główki rezerwowego, Maksymiliana Mućko. Ten sam zawodnik szukał szczęścia kilka minut później, strzelając nogą, ale znów na posterunku był Ciołek.

Kilka szans gości z Łukowa trudno określić mianem „setek”, ale dało się wyczuć irytację fanów Lublinianki, która zamiast wysokiego prowadzenia, igrała z losem, prosząc się niejako o problemy. Po zmianach w obydwu zespołach znów zaczęła się jednak zarysowywać większa przewaga gospodarzy, skutkująca okazjami strzeleckimi. Dwukrotnie dośrodkowania Patryka Drozda trafiały do Dawida Bary, ale ten nie potrafił zrobić z nich użytku. Chwilę później okazję miał też Anes Kherouf, ale lepszy okazał się Żmuda.

Bramkarz Orląt był jednak bezradny wobec prób Konecznego. Polujący na swoje pierwsze ligowe trafienie w sezonie 25/26 „Kony” strzelanie rozpoczął od skutecznej dobitki. Z lewej strony do Filipa Świebody dograł Kherouf. Nasz młodzieżowiec uderzył płasko, ale Żmuda nogą strącił piłkę na słupek. Przy drugim słupku, gdzie wylądowała piłka, najszybciej dopadł do niej Koneczny i rozpoczął swoje show.

Dwanaście minut później napisał się drugi akt tego swoistego „teatru jednego aktora”. Szymon Podlipny prostopadłym podaniem w uliczkę wypuścił Konecznego, który wykorzystał swoją nadludzką szybkość i stanął oko w oko z golkiperem Orląt. Po chwili piłka zatrzepotała w siatce. 3:0.

Już dwie minuty później było zaś 4:0. Dośrodkowanie z rzutu rożnego Kacpra Wadowskiego trafiło na głowę Mateusza Chyły. Ten zgrał piłkę w środek pola karnego, a tu najwyżej wyskoczył do niej Koneczny. Jego strzał po odbiciu od słupka znów wylądował w bramce. Hat-trick rezerwowego stał się faktem!

W tym miejscu mały wtręt. Wykonawca wspomnianego kornera, Wadowski, miał okazję spotkać się na boisku ze swoim bratem, Jakubem. Tym razem jednak nie w jednej drużynie, ale po przeciwnych stronach barykady, ponieważ popularny „Wadim” został wypożyczony do beniaminka IV ligi i w sobotę próbował niepokoić defensywę Lublinianki.

Wróćmy jednak do „Konego”, któremu ciągle było mało. W 85. minucie świetne prostopadłe podanie do lubelskiego „Strusia Pędziwiatra” posłał Świeboda. Koneczny nabrał bramkarza gości i utorował sobie drogę do strzału. W ostatniej chwili wyrósł mu jeszcze obrońca. Jego również Bartek wyprowadził w pole i natychmiast uderzył, ale trafił tylko w poprzeczkę. Tak się przynajmniej wydawało, bo po chwili w górę powędrowała chorągiewka sędziego asystenta, który – podobnie jak w pierwszej połowie jego kolega po fachu – zaanonsował arbitrowi głównemu gola. Na nic zdały się protesty Żmudy i pozostałych graczy Orląt.

Tym samym Lublinianka zafundowała ekipie trenera Dariusza Solnicy „manitę”. Prawdę mówiąc właśnie tego oczekiwała publika na Wieniawie – efektownego zwycięstwa, okraszonego ładnymi bramkami. „Duma Lublina” w ostatnich miesiącach przy Leszczyńskiego 19 potrafiła rozpieszczać swoich fanów atrakcyjnymi widowiskami, jednak summa summarum w walce o III ligę najważniejsze są punkty i to ze zdobyczy trzech oczek trzeba cieszyć się najmocniej. W piątek zespół czeka wyjazdowe starcie z Hetmanem Zamość. Poprzeczka wymagań idzie w górę, ale wierzymy, że zielono-biało-czerwoni, niczym Armand Duplantis, poradzą sobie z jej pokonaniem.

Lublinianka – Orlęta Łuków 5:0 (1:0)
Ziętek 8, Koneczny 67, 79, 81, 85

Lublinianka: Ciołek – Drozd, Chyła, Bednara, Giletycz (56 Bara) – Malec (46 Jagodziński), Sobstyl (64 Świeboda), Ziętek (81 K. Wadowski) – Misztal (71 Kołacz), Kherouf (73 Podlipny), Wojtowicz (56 Koneczny).
Pozostali rezerwowi: Furman, Duda.
Trener: Daniel Koczon.

Orlęta: Żmuda – Borkowski, Goławski (82 Krasnodębski), Prachnio – Szymecki (70 Jakimiński), Szeląg, Dajos (70 Charczuk), Młynarczyk (62 Bas) – Szustek, J. Wadowski, Jastrzębski (46 Mućko).
Pozostały rezerwowy: Łęczycki.
Trener: Dariusz Solnica.

Żółte kartki: Ziętek, Podlipny (L) – Szeląg, Dajos (O).
Sędziował: Jakub Jabłoński (Chełm).