Nie tak wyobrażaliśmy sobie pierwszy domowy mecz w rundzie wiosennej lubelskiej IV ligi. Po derbowej wygranej z rezerwami Motoru piłkarze Lublinianki ulegli na własnym boisku Tomasovii 0:2.
Początek meczu na Wieniawie nie wróżył późniejszych problemów Lublinianki. Zielono-biało-czerwoni dyktowali warunki gry na murawie, spychając rywali do niskiej defensywy. Mimo kilku stworzonych okazji w decydujących momentach brakowało dokładności, ale przede wszystkim skuteczności. Najbliżej szczęścia był Jarosław Milcz, który w zamieszaniu podbramkowym próbował zaskoczyć golkipera Tomasovii Pawła Budzyńskiego. Bramkarz przyjezdnych przytomnie skrócił kąt i zdołał obronić uderzenie napastnika „Dumy Lublina”. Goście przez długi czas nie potrafili się przedostać w szesnastkę „Wojskowych”, ale gdy już to zrobili otrzymali rzut karny. Szarżującego w polu karnym Kamila Bisa podciął wychodzący z bramki Sebastian Ciołek, a skutecznym egzekutorem jedenastki został kapitan tomaszowskiego zespołu Przemysław Orzechowski. Kilka chwil wcześniej to zielono-biało-czerwoni powinni otrzymać rzut karny, gdy Orzechowski przewrócił w polu karnym Bartłomieja Konecznego. Na przerwę schodziliśmy z jednym golem straty.
Chwilę po wznowieniu gry po przerwie przyjezdni podwyższyli prowadzenie. Dośrodkowanie z rzutu rożnego trafiło na głowę Jakuba Szuty, którego strzał zdołał odbić Ciołek. Wobec dobitki Arkadiusza Smoły z najbliższej odległości był jednak bezradny. Kilka minut później mogło być już 0:3. Wprowadzony chwilę wcześniej Michał Wojtowicz otrzymał dobre podanie na wolne pole i pędził w kierunku bramki Ciołka. Po minięciu bramkarza wydawało się, że trafi do pustej bramki, ale w sukurs Ciołkowi przyszedł Maciej Misiurek, który wyprzedził Wojtowicza i odebrał mu piłkę. Kolejnej szansy w 72. minucie nie wykorzystał drugi ze zmienników, Bartłomiej Pleskacz, który mając przed sobą pustą bramkę okrutnie skiksował. Czasu na odrabianie strat było w bród, ale bolączką naszej drużyny była tego popołudnia skuteczność. Przed doskonałą szansą ponownie stanął Milcz, ale z bliska trafił w dobrze dysponowanego Budzyńskiego. Świetną okazję w końcowych fragmentach miał także Jakub Sobstyl, ale po wyłożeniu piłki przez Bartłomieja Skrzyckiego uderzył na wiwat, wysoko nad bramką. Ostatecznie to goście z Tomaszowa zeszli z boiska z kompletem punktów i czystym kontem.
Szkoda, że gorszy występ w rozgrywkach przydarzył nam się w meczu przed własną publicznością. Niestety, mimo prowadzenia gry w długich fragmentach meczu o końcowym sukcesie decyduje liczba strzałów umieszczonych w bramce. Tych w sobotę nam zabrakło, ale jedna porażka wciąż nie kończy tego sezonu. Przed nami kolejne spotkania, a to najbliższe już za tydzień. W niedzielę, 6 kwietnia, zagramy w Międzyrzecu Podlaski z tamtejszym Huraganem.
Lublinianka – Tomasovia Tomaszów Lubelski 0:2 (0:1)
Orzechowski 43 (k), Smoła 53.
Lublinianka: Ciołek – Misiurek (79 Kołacz), Kanarek, Bednara, Misztal – Sobstyl, Jagodziński, Kherouf (55 Leszczyński) – Koneczny (85 Knapp), Milcz (77 J. Wadowski), Pacek (55 Skrzycki).
Pozostali rezerwowi: Furman, Khvesyk, Gede, Świeboda.
Trener: Daniel Koczon.
Tomasovia: Budzyński – Płocki (79 Żerucha), Łuczkowski, Williams, Orzechowski – Smoła (65 Słotwiński), Skiba (79 M. Skiba), Mishchenko – J. Szuta (89 Krosman), Grzęda (70 Pleskacz), Bis (55 Wojtowicz).
Pozostali rezerwowi: Kamiński, Martyniuk, M. Szuta, Mieszczakowski.
Trener: Paweł Babiarz.
Żółte kartki: Jagodziński, Misiurek, Leszczyński, Bednara, Koneczny (L) – Grzęda, J. Szuta (T).
Sędziował: Filip Ścioch (Biała Podlaska).