Na początku sezonu Lublinianka ograła na własnym stadionie rezerwy Motoru aż 6:2. Niewiele brakowało, a ten wynik powtórzyłby się w sobotę przy Zygmuntowskich 5. Na stadionie żużlowych mistrzów Polski „Duma Lublina” wygrała z motorową „dwójką” w stosunku 5:2.
Liga ruszyła już tydzień temu, ale akurat obie lubelskie drużyny musiały uznać wyższość… aury. Przełożone mecze nie mają jeszcze wyznaczonych nowych terminów, zatem dla jednych i drugich sobotnie małe derby miasta były okazją do walki o pierwsze wiosenne punkty. Oczywistym faworytem meczu byli podopieczni Daniela Koczona.
Z roli faworyta Lublinianka zaczęła się wywiązywać od samego początku. Pierwsze zagrożenia pod bramką Motoru skończyły się jednak bez efektu bramkowego. Nie trwało to jednak szczególnie długo, bo już w 11. minucie centrę Jakuba Sobstyla z rzutu rożnego na gola zamienił Przemysław Kanarek, którzy przeskoczył kryjącego go rywala i z bliska wbił piłkę do siatki.
W odpowiedzi żółto-biało-niebiescy próbowali zaskoczyć Sebastiana Ciołka, ale ten odbił strzał Sebastiana Sikory. Goli dla żadnej ze stron nie przyniosła również seria stałych fragmentów gry. W końcu w 21. minucie Sobstyl prostopadłym podaniem uruchomił Jarosława Milcza, a lider klasyfikacji strzelców IV ligi został sfaulowany przez jednego z obrońców. Do piłki ustawionej na 11. metrze podszedł sam poszkodowany, skutecznie egzekwując rzut karny.
Po dwóch kwadransach gry na koncie gości były już trzy gole. Tym razem Sobstyl z podającego zamienił się w strzelającego. Przytomnie dograł mu debiutujący w „Dumie Lublina” w meczu o punkty Anes Kherouf, a popularny „Sopel” pokonał Gabriela Myćkę.
Niestety, było chyba za pięknie, bo trzy minuty później błąd Kanarka zakończył się golem Kacpra Tracza. Motor wrócił do gry, choć bez wątpienia to Lublinianka dyktowała jej warunki. Na dowód tego w 40. minucie po raz drugi do meczowego protokołu w rubryce „strzelcy” wpisał się Sobstyl. Notabene znów po podaniu Kheroufa. Dwie asysty w debiucie? Zupełnie nieźle! Przed przerwą obejrzeliśmy jeszcze soczyste, aczkolwiek niecelne uderzenie z woleja w wykonaniu Bednary.
Po kilku minutach drugiej połowy Motor wywalczył drugą bramkę. Tym razem Ciołka strzałem w długi róg zaskoczył Igor Kuchta. Najwyraźniej nie było to jednak wystarczające ostrzeżenie dla drużyny z Wieniawy, bo już minutę później Sikora mógł znów mógł upolować swojego gola, a gospodarze bramkę kontaktową. Na szczęście podanie Krystiana Brzozowskiego nie zostało wykorzystane i skończyło się na strachu. Kolejny raz groźnie pod bramką Ciołka było trzy minuty później – tym razem nasz bramkarz nie bez trudu odbił uderzenie Kuchty.
Lublinianka odgryzła się kapitalnym uderzeniem Bednary z rzutu wolnego. Tym razem zabrakło centymetrów, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Kwadrans przed końcem meczu nasz stoper znów ustawił piłkę około 20 metrów od bramki i posłał bardzo dobre uderzenie. Futbolówka zatańczyła między słupkiem i ciałem Myćki, finalnie lądując w bramce. Bednara mógł triumfować, choć formalnie gol zapisany zostaje na konto bramkarza Motoru.
Kilka minut później znów Ciołka próbował pokonać Sikora – tym razem golkiper zielono-biało-czerwonych świetnie skrócił kąt i nie dał rywalowi miejsca na precyzyjne uderzenie. W końcówce spotkania nie działo się już za wiele ciekawego. Wynik 5:2 na korzyść Lublinianki nie uległ zmianie.
Tym samym po raz kolejny obejrzeliśmy Lubliniankę, do której w tym sezonie już się przyzwyczailiśmy. Grającą ofensywnie i skutecznie, ale momentami nieco roztargnioną w poczynaniach obronnych. Na szczęście znów udało się strzelić znacznie więcej niż stracić. Za tydzień na Wieniawę przyjeżdża Tomasovia – mecz rozpocznie się w sobotę o godzinie 13:00.
Motor II Lublin – Lublinianka 2:5 (1:4)
Tracz 33, Kuchta 53 – Kanarek 11, Milcz 22 (k), Sobstyl 30, 40, Myćka 75 (s)
Motor II: Myćka – Brzozowski, Tryk, Kotko, Kalbarczyk – Tracz (78 Bodziony), Bereza, Jabłoński (75 Choina), Kuchta, Kraska (65 Kisiel) – Sikora (83 Węgrzyn).
Pozostali rezerwowi: Nasalski, Skraiński, Bondar.
Trener: Kacper Stróż.
Lublinianka: Ciołek – Misiurek, Kanarek, Bednara, Misztal – Sobstyl (80 Kołacz), Jagodziński, Kherouf (61 Leszczyński) – Koneczny (75 Knapp), Milcz (82 J. Wadowski), Pacek (66 Skrzycki).
Pozostały rezerwowy: Furman.
Trener: Daniel Koczon.
Żółte kartki: Bereza, Kalbarczyk (M) – Jagodziński (L).
Sędziował: Maciej Łasocha (Biała Podlaska).